słowa na wiatr

recenzja

o filmie "Wałęsa. Człowiek z nadziei"

indeks.jpgDo usteckiego kina Delfin w niedzielny październikowy wieczór przyszło jakieś dziesięć osób. Na nic magia nazwiska Andrzeja Wajdy i rodząca się legenda jego filmu Wałęsa. Człowiek z nadziei. Przyjęty entuzjastycznie na zagranicznym festiwalu film, poza nielicznymi informacjami, nie ma dobrej krajowej „prasy” ani rzeczowych recenzji. Jakby nie było o czym mówić.

Po wyjściu z kina pytana o opnię, kwitowałam odczucia krótkim zdaniem: mam wrażenie, że byłam na prasówce. Scenariusz Janusza Głowackiego napisany metodą kompozycyjną znaną czytelnikowi z Good night Dżerzi łączy fakty historyczne, znane z relacji świadków, dokumentów, przekazów medialnych z fikcją filmową. Nad autorem scenariusza i bohaterem filmu pastwi się publicysta Uważam rze, więc pominę kwestię „prawdy historycznej”.(http://www.naszememento.pl/komentarze/naprawde-tak-nie-bylo-o-scenariuszu-janusza-glowackiego-do-filmu-wajdy-o-lechu-walesie).

Mnie nie o prawdę historyczną, do której odkrywania zabrali się historycy, a ustalenie jednej zabierze im trochę czasu, ja mam problem z zasadą warsztatową, kompozycyjną, ze szkolnym problemem gwoździa wbijanego w ścianę w pierwszym akcie. Scenę mycia nóg ciężarnej żonie, rozpoczynającą film, mogę odczytać metaforycznie, odwołując się do podobnych gestów znanych w religii katolickiej, będących znakiem służebności i miłości „do końca”. W filmie bohater kilkakrotnie zdejmuje obrączkę i zegarek na chleb dla dzieci, ma bowiem świadomość niebezpieczeństwa, gry do końca. Podobne sceny pamiętamy z filmu Kutza Perła w koronie. Problem w tym, że w filmie Andrzeja Wajdy ta piękna i nośna kulturowo scena nie ma puenty. Podobnie niewykorzystana została sekwencja scen z robotnikiem, który na zebraniu załogi jako tuba przemawia językiem władzy, budząc gniew stoczniowców. Wałęsa i dwaj inni robotnicy odwiedzają go w domu, ale to co zobaczyli i to co zobaczył widz okiem kamery budzi gniew, litość i odrazę. Zrujnowane mieszkanie, kobieta w łachmanach, wygłodniałe dzieci - mimo wszystko nie przystają do naszych wyobrażeń o latach 80. ubiegłego wieku. Przyjmuję jednak, że dla celów sztuki filmowej taki obraz był konieczny. Może kontrast podniesie siłę napięć artystycznych? Jednak problem indywidualny, jednostkowy, decydujący o postawie robotnika pozostał na uboczu wielkich przemian rejestrowanych w filmie. Znów zabrakło puenty. Czekałam, że reżyser wróci do tej sceny, że zobaczymy jak wielkie przemiany odmieniły życie tej jednej rodziny. W tym bowiem tkwi sens wielkiej historii, że odmienia życie, wskazuje jego kierunek, wyzwala nadzieje jednostek i społeczeństw - co realizatorzy filmu podkreślają w tytule. Nie dowiedzieliśmy się w tej sprawie niczego. Co się stało z nadziejami stoczniowców?

Nie jest tak, ze kształt artystyczny dzieła pozostaje bez wpływu na odbiór treści i przesłania. Celem wypowiedzi artystycznej, w tym filmu, jest poruszyć serca, przekonać, pobudzić wyobraźnię, nadać sens zdarzeniom.

Nie jest to film, na jaki czekałam. Dwie istotne przestrzenie obecności bohatera – życie rodzinne i działalność polityczna są obok siebie. Zabrakło w pierwszej ciepła, w drugiej prawdy – wzmianka o Mazowieckim i Geremku nic nie mówi o roli środowiska inteligencji w przemianach, a scena z chłopami na drodze do Arłamowa oburza środowiska rolnicze.

Konwencja wywiadu z Orianą Fallaci jest kanwą filmu, pisze o tym dziennikarz Newsweeka.

(http://historia.newsweek.pl/walesa-fallaci-wywiad-jak-wygladal-w-rzeczywistosci,artykuly,271756,1.html).

Mnie zaniepokoił sposób filmowania Wałęsy w scenach rozmowy z dziennikarką – (świetny Więckiewicz). Kamera filmuje bohatera od dołu, wyznaczając punkt centralny obrazu na rozkroku. Czepiam się? chyba nie, bo słabych punktów w filmie jest więcej. Osobną kwestią, ale nie majstersztykiem jest montaż. Zastanawiam się dlaczego nie włączono autentycznej sceny odbioru Nagrody Nobla?

Film obejrzeć trzeba, by mieć własne zdanie. Mnie rozczarował. Natomiast doceniam zasługi Lecha Wałęsy i staję po jego stronie, gdy jest atakowany. Owacje po projekcji są dla niego, tak myślę.