słowa na wiatr

regionalia

I po Turnieju…

I po Turnieju…

***

kgw ciasta.jpgChodzenia, poszukiwań, rozmów, szycia, pieczenia i prób było co niemiara. Odtworzenie prostej historii do zadania „Pokolenia” okazuje się niełatwe we wsiach, gdzie nikt nie zapuścił korzeni, bo wędrówki zatrudnionych w pegeerach były oczywistością, a tak zwani „indywidualni” przybywali z różnych stron i powodów. Rzadko się zdarzało, by ktoś tu osiedlony uznał w pełni za swój opuszczony poniemiecki dom czy sad. Zaludniane na nowo wsie nie miały żadnej wspólnej tradycji, pieśni, legend. Każda rodzina inaczej świętowała Boże Narodzenie, kobiety przy udoju inne śpiewały piosenki. Wspólnotą stawały się przez lata, a po dzień dzisiejszy sąsiedzi niewiele o sobie wiedzą. Kto Poleszuk, a kto Podlasiak albo z „Centrali”? Dlatego Monika, najmłodsza z członkiń KGW w Objeździe, córka Danki i wnuczka Heleny, która do Objazdy przyjechała w latach 50. z Trelkowa spod Szczytna miała nie lada zadanie. Jak zapisać historię pokoleń tych znanych, rodzinnych i tych, które stąd odeszły, pozostawiając dobytek, groby, wspomnienia oraz tych, którzy wcale tego nie pragnąc, musiały zacząć wszystko od nowa. A może „pokolenia” to tylko najnowsza historia, ostatnie lata, kiedy znajomi wyjeżdżali do Anglii, Irlandii czy Szwecji po pracę i lepsze życie? Mimo zmian w kraju, wieś wciąż samotnie rozwiązuje problemy. Po rozpadzie pegeerów najpierw pozostały puste pola, na których wśród młodniaków sosnowych rosły rydze, a popegeerowskie bloki mieszkalne wciąż maluje się jak komu przyjdzie do głowy. Wolnoć, Tomku, w swoim domku! Podporządkowana unijnym dopłatom gospodarka ziemią powoduje, że często staje się ona przedmiotem kalkulacji i trafia w przypadkowe ręce. Najpierw orzechy laskowe, po pięciu latach czarna porzeczka. Nikt nie wie, co przyniesie dochód. To znaczy nie wiedzą ci, którzy w nie porę podjęli nową grę ziemią. Na wsi nie ma zlewni, ba, krowę zobaczyć trudno. W mniejszych wsiach zlikwidowano szkoły, rozsypują się stare poniemieckie domy i dwory. To też fragment obrazu wsi i na nic udawanie, że „pięćset plus” rozwiąże wszystkie problemy.

Owszem, oficjalny obraz i przekaz jest bardziej pokolorowany, ale prawda wyziera z własnego doświadczenia i programów interwencyjnych, na przykład Elżbiety Jaworowicz. Natomiast za opłotkami, do wielkich miast prowadzą szerokie drogi, więc młodzi tam szukają spełnienia.

Monika naukowo zabrała się do pracy. Przeglądała regionalne publikacje: „Fotografie chłopów pomorskich” w koncepcji i pod redakcją Danuty M. Sroki, książkę wydaną przez Miejską Bibliotekę publiczną im. Marii Dąbrowskiej w Słupsku w 2012 roku, „Przesiedloną młodość. Wspomnienia mieszkańców gminy Główczyce” wydane przez GOK Główczyce, artykuły w „Powiecie Słupskim”, „Pamiętniki agroturystyki”, wydawnictwo pokonkursowe zrealizowane przez Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie Oddział w Krakowie w 2012 roku i inne. Sięgnęła po rodzinne zdjęcia, stare gazety, wspomnienia babci i materialne świadectwa dawnego czasu, jak: tkane na krosnach ręczniki, kilimy, koronkowe serwetki. Sporo tego, nie sposób pomieścić na określonej regulaminem tablicy o wymiarach 1000 x700 mm, i z czasem jednej minuty na prezentację poszukiwań i przemyśleń. Powstała tablica z wycinkami gazet, fotografiami opisanymi datą… i przepadała w turniejowej rywalizacji. Zwyciężyło KGW z Łosina, chociaż każda prezentacja miała walory poznawcze. Nikt nie miał pretensji do Jurorów, mieli trudną pracę. Zysk Moniki był inny, poznała historię rodziny i okolicy, zadanie było okazją, by się oderwać od spraw bieżących i spojrzeć wstecz. Byleby po tym doświadczeniu nie stanąć jak żona Lota, o której Wisława Szymborska pisze:

„Obejrzałam się podobno z ciekawości.

Ale prócz ciekawości mogłam mieć inne powody”.

***

Wśród turniejowych gości wyróżniali się członkowie zespołu Małokończanie z Kończyc Małych, których zaprosił Starosta Słupski Zdzisław Kołodziejski w ramach współpracy powiatów słupskiego i cieszyńskiego. Związany ze świetlicą w Kończycach Małych, działający przy Gminnym Ośrodku Kultury w Zebrzydowicach regionalny zespół śpiewaczy Małokończanie powstał w 1984 roku z inicjatywy Marii Grim, przewodniczącej Koła Gospodyń Wiejskich. Od 1984 do 1999 grupę prowadził Stanisław Kania, a od jesieni 1999 zespołem Małokończanie kieruje pani Urszula Wierzgoń, od wielu lat w śpiewająca zespole. Miałam przyjemność chwilę porozmawiać z panią Urszulą o pięknych regionalnych strojach, o repertuarze i osiągnieciach zespołu. Historyczna kraina Śląska Cieszyńskiego z bogatą kulturą jest naturalnym skarbcem, z którego czerpie regionalny zespół. Pani Wierzgoń opowiadała mi, jak pieczołowicie odnoszą się do gwarowego języka i ludowych wzorów śpiewaczych. Przed jezierzycką publicznością Małokończanie  zaśpiewali: „Jak my prziszli do gospody”, „Za Krakowym bioły kamień”, „Jedyn diabeł”, „Tak mi je”, Cóz my se pocznymy”, A móm ci jo w masztali”. Poprosiłam o zapisanie tytułów panią Urszulę, by nie pomylić brzmienia wyrazów. Zespół Małokończanie reprezentuje gminę Zebrzydowice natomiast cieszyński folklor muzyczny z granic powiatu, o czym w tym miejscu warto przypomnieć, wyprowadził i rozsławił Józef Broda, który studiował pedagogikę w Gdańsku, a twórczość i pracę związał z Istebną, oraz jego syn Joszko Broda.

Folklor powiatu cieszyńskiego, zakorzeniony w tradycji, mający wspaniałych animatorów i popularyzatorów za sprawą zespołu Małokończanie w bardzo skromnej formie dotarł do Jezierzyc. Natomiast pełna i oryginalna prezentacja odbywa się corocznie w Wiśle podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej, jako oferta dla turystów i mieszkańców.

***

Uważnie przeczytałam regulamin Turnieju. Jego chlubne cele, wśród których organizatorzy pragną przez turniejowe zadania popularyzować dziedzictwo kulturowe regionu, pobudzać aktywność wśród mieszkańców oraz kultywować tradycję, brzmią szczytnie. Natomiast konkurencje postawione przed zawodniczkami z KGW, przynajmniej w mojej opinii, miały się nijak do szczytnych celów, z wyłączeniem konkurencji kulinarnej, w której  gospodynie KGW z Objazdy za ciasto z owocami wzięły I miejsce.

Konkurencje - moda, wokalna z inscenizacją piosenki kabaretowej, taneczna z motywem z bajki i kabaretowa z imitacją gwiazdy - w realizacji dalekie były od dziedzictwa kulturowego regionu i kultywowania tradycji. A może tylko mnie się wydaje, że taniec Muminków i imitacja wokalu i stroju Maryli Rodowicz niewiele mają wspólnego z kulturowym dziedzictwem regionu?

Nie mam żalu do uczestników turnieju, wręcz odwrotnie, podziwiam, że sześć kół KGW z terenu powiatu podjęło wyzwanie organizatorów. Wspólna praca służy integracji środowiska, turniej był okazją do spotkania się z władzami powiatu i prominentnymi osobami regionu. Natomiast, również moim zdaniem, formuła turnieju po kilkunastu latach nieco się zużyła i bardziej inspiruje do śledzenia rozrywkowych programów TV niż poszukiwań wspólnych elementów tradycji, na których budujemy osobisty związek z regionem.

***

W kategorii tanecznej – „Z bajki”, z muzyką własną, Monika jako Mała Mi tańczyła wraz z rodziną Muminków z koła KGW z Objazdy, ubranych w pracowicie przygotowane kostiumy. W bajce maleńka dziewczynka jest indywidualistką, mówi i robi, co chce. W rzeczywistości Monika jest odpowiedzialną matką i gospodynią. Monika żałowała, że Muminków nie oglądały dzieci, bo nie do nich adresowany był turniejowy przekaz.