słowa na wiatr

recenzja

To nie jest film na sobotni wieczór

To nie jest film na sobotni wieczór

PTAKI-SPIEWAJA-W-KIGALI-Oficjalny-Plakat-714x1024.jpg

Gdyby to miał być film tylko o traumie ocalałych po tragedii w Rwandzie, powstałby dokument z udziałem konkretnych, rzeczywistych bohaterów. Joanna Kos Krauze i Krzysztof Krauze zrobili artystyczny film, który po śmierci Krzysztofa Krauzego w 2014 roku - dokończyła i pokazała w roku 2017 Joanna Kos-Krauze. „Ptaki śpiewają w Kigali” z aktorskimi kreacjami Jowity Budnik i Eliane Umuhire - nagrodzonymi ex aequo nagrodą dla najlepszej aktorki na 42. Festiwalu Filmowym w Gdyni oraz na Festiwalu w Karlowych Warach - odnosi się do konkretnej sytuacji, opowiada historię dwóch kobiet, których los splotła tragedia rwandyjska.

Anna Keller, polska ornitolog, prowadziła we współpracy z rwandyjskim profesorem badania nad ginącą populacją sępów. Mieszkała w Kigali, stolicy Rwandy, z rodziną profesora, zaprzyjaźniła się z jego córką Claudine. Akcja filmu rozgrywa się po tragedii 1994 roku, a w jej rozmiar i okrucieństwo wprowadzają - mające charakter prologu - zdjęciowe sekwencje naturalistycznie przedstawiające fizyczny rozkład zwierzęcych zwłok zamkniętych w słojach z formaliną, penetrowanych przez sępy ciał zwierząt, toczonych przez robactwo wnętrzności. Na tym tle pojawiają się kilkusekundowe ujęcia trupów ludzi na ulicy z białą figurą Matki Bożej jak wykrzyknik na dalszym planie oraz taniec stad ptaków na szarym niebie.

Anna Keller próbuje wyjechać z ogarniętego szałem okrucieństwa kraju, zabierając ze sobą materiał do badań i ocalałą w pogromu Tutsi Rwandyjkę, córkę profesora. Nie ma dość pieniędzy na opłacenie się pazernym urzędnikom, walutą może okazać się jej kobiecość. Nie, nie ma sceny gwałtu. Nie ma w ogóle brutalnych scen, wszystko dzieje się poza kadrem, a o przeżyciach bohaterek świadczą gesty, wyraz twarzy, ascetyczne dialogi, wypełnione emocjami aż do wulgaryzmów.

W filmie zastosowano ostry montaż, ujęcia urywają się nagle. Kolejne sekwencje są obrazami z Polski. Anna próbuje urządzić Rwandyjkę, ale napotyka na urzędniczą obojętność. Zostaje sama z dziewczyną nieznającą języka, obcą kulturowo, za którą czuje się odpowiedzialna i związana wspólnymi przeżyciami. Nie lubi roli, w którą weszła, chciałaby się odciąć od trudnych przeżyć, a ta dziewczyna… Claudine próbuje spełnić oczekiwania, jednak narastają jej wątpliwości, zastanawia się, czy jej ucieczka nie jest zdradą wobec umarłych, których pozostawiła niepochowanych.

Oglądamy ujęcie, kiedy dziewczyna starannie zapisuje imiona, obok pracowicie kreśli znak krzyża przy każdym imieniu. Kiedy lista jest gotowa, najpierw urywa kawałki kartki, które zjada, później w rozpaczy wpycha do ust całe strony. Cięcie.

Nie ma w filmie Krauzów bezpośredniego odniesienia do znanych wątków literackich, nie ma odniesienia do zdarzeń, które w nas, Polakach, budzą najgłębsze emocje. Problem, który dręczy Claudine literacko przedstawił Sofokles w postaci Antygony. Chrześcijańska w ponad dziewięćdziesięciu procentach Rwanda zakpiła również z chrześcijańskiego nakazu „Umarłych pogrzebać”. Polityczna zemsta wzięła górę nad religijnym i ludzkim obowiązkiem szacunku dla zmarłych.

Joanna Kos Krauze w wywiadzie dla Newsweeka powiedziała: „– Najczęściej słyszę pytanie: „dlaczego Rwanda?”. Czasami odpowiadam złośliwie: „A dlaczego nie?”. A tak na serio, dlatego, że pochodzę z kraju, gdzie wydarzył się Holokaust i mam obowiązek zadawania pytania, które powinno być zadawane w każdym pokoleniu. O źródła przemocy – mówi Joanna Kos-Krauze i dodaje: – Wszystko zaczyna się od słów, od naznaczenia ludzi w imię źle pojmowanego patriotyzmu. (…)

– Tych masakr, które się wydarzają, bo przecież wciąż mają gdzieś miejsce, 23 lata temu w Rwandzie, dziś w Syrii czy Sudanie Południowym, nie traktuję wyłącznie jako doświadczenia danego narodu – mówi Joanna. – Ludobójstwo jest doświadczeniem ogólnoludzkim. Może się wydarzyć wszędzie.”

Myślę, że również nie bez podstaw byłoby skojarzenie, że to, co stało się w Polsce po 2010 roku, jest w jakimś stopniu paralelne do problemu rwandyjskiego. Podzieliliśmy się na dwa wrogie plemiona, rozkopujemy groby, ciskamy na siebie wzajemnie oskarżenia. Myślę też, że twórcy filmu mieli tę świadomość, przecież wybór tematu należał do nich. ”Wszystko zaczyna się od słów, od naznaczenia ludzi…”

Owo bezpośrednie odniesienie do bieżącej sytuacji byłoby zbyt powierzchowne, uwikłane w publicystyczne wątki, gdyby nie istota chrześcijańskiej koncepcji człowieka, sformułowana miedzy innymi przez Erica Lionela Mascalla, który odwołuje się do doktryny o upadłych aniołach.

Krystyna Lubelska w marcu 2007 roku pisała w „Polityce”: „Gdy pewien krytyk zapytał Nikifora, po co maluje, ten odpowiedział: „Żeby ludzie widzieli, jak wygląda niebo, jak wygląda piekło”. Z tych samych powodów Krzysztof Krauze robi filmy.

– Sartre powiedział, że piekło to inni – mówi Krzysztof. – To nieprawda. Piekło tkwi w nas. Gdy nie umiemy go zwalczać, dzień po dniu, godzina po godzinie, zło wygrywa.”

Motyw pogrzebania umarłych staję się siłą sprawczą akcji. Anna Keller porządkuje i oddaje znajomemu archiwum ojca, żegna się z nim w domu opieki. Bohaterki wracają do Rwandy, by odszukać ciało i pogrzebać profesora, ojca Claudine, z którym Annę łączyła jakaś intymna relacja, znajdująca odbicie w pytaniu Claudine: „Czy ty kochałaś mojego ojca?”

Fizycznie odszukanie ciała jest niemożliwe, ktoś mówi dziewczynie, że będzie musiała poświęcić na to całe życie. Nie uzyskała też odpowiedzi oprawcy, dawniej przyjaciela, który dokonał egzekucji.

Stajemy razem z Claudine bezradni wobec pytań o źródła zła, o to, jak to jest, że ludzie stają się potworami. Z tymi pytaniami dziewczyna zostaje w Rwandzie. Anna wraca do Polski, by pogrzebać ojca i nakarmić ptaki. Śpiewu ptaków w Kigali posłucha z magnetofonowej taśmy, którą dostała pocztowa przesyłką. Koniec.

Film „Ptaki śpiewają w Kigali” ma skrajne oceny, od zachwytów nad artystyczną formułą obrazu, jego głęboką metaforyką, do zupełnej negacji wszystkiego, fabuły, dialogów, zdjęć i montażu. Jedno jest pewne, nikogo nie pozostawia obojętnym. Nie budzą też wątpliwości aktorskie kreacje, obie według jednych i drugich stanowią o wartości filmu.

Kiedy rozmawiam z B. o „Ptaki śpiewają w Kigali”, inaczej interpretujemy obrazy i sceny. Ją fascynują zdjęcia, mnie metaforyczna, wręcz metafizyczna podskórna warstwa filmu, akcentowana w elementach scenografii, skąpych dialogach, fabularnych epizodach. Ona skupia się na realistycznej podstawie fabuły, racjonalnych motywacjach, mnie wciąga symbolika, odniesienia i konteksty kultury. Basia twierdzi, że intelektualizuję, że przerysowuję odbiór. Pewnie ma rację. Tyle w „Ptakach” niedopowiedzeń, ledwo zarysowanych wątków; w każdym razie jedno jest pewne, film trzeba obejrzeć, mimo że nie jest łatwy w odbiorze.