słowa na wiatr

regionalia

Jest taki Uniwersytet, cd.

Jest taki Uniwersytet, cd.

W panelu zorganizowanym przez KUL z Wieżycy w Czarnej Dąbrówce uczestniczyli obaj prezesi, zaproszeni wykładowcy, paneliści i słuchacze, głównie pracownicy placówek kultury z województwa pomorskiego.

25073126_1651908744831284_8546899279588351330_o.jpgDr Tomasz Marcysiak z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu zgodnie z programem miał wygłosić wykład „Kształtowanie tożsamości społeczności postimigracyjnych”. Mówił o poszukiwaniach wspólnie ze studentami pozostałości kultury Kosznajdrów. Temat dla mnie szalenie ciekawy, sama niedawno odkrywałam, poszukiwałam wiadomości i pisałam o rozproszonej po wojnie grupie etnicznej. Kosznajdrzy zachowali poczucie odrębności przez ponad 340 lat, w tym 20 lat w Polsce międzywojennej. Doświadczenia ostatniej wojny sprawiły, że tak mocno zakorzeniona na gruncie Pomorza kilkunastotysięczna społeczność musiała opuścić swą małą ojczyznę po wiekach trwania. Trudno odnaleźć rodowitych Kosznajdrów, zniszczeniu uległy pamiątki kultury materialnej, w tym cmentarze. Dopiero w ostatnich latach odżywa wśród mieszkających na terenie między Tucholą, Chojnicami a Kamieniem Krajeńskim, czyli na terenie Kosznajderii świadomość pochodzenia, przynależności do dawnej kultury, której centrum jest wieś Ostrowite. Odkrywanie ginącej kultury, poszukiwanie materialnych pamiątek jest zajęciem dla detektywa czy naukowca? Może uda się wyprowadzić z owych poszukiwań coś więcej niż ciekawostkę etnologiczną.

„Doktor Marcysiak (…)jeszcze nie wdepnął w żadną naukową poprawność. I dlatego ma szansę wypracować samodzielnie jakieś nowe podejście do tej rzeczywistości, którą odkrył, pokazał i opowiedział. A jest to rzeczywistość porażająca swoją materialnością rzeczy tkwiących w kosznajderskim krajobrazie, fizycznością obiektów i narzędzi, cielesnością ludzi tam mieszkających. Domagają się one nowego spojrzenia, nowego języka i nowych teorii.”[i]

„Poszerzenie pola kultury na Pomorzu – wyniki z badań empirycznych” przedstawiła dr Karolina Ciechorska – Kulesza z Instytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa UG. Profesjonalny wykład ilustrowany tabelami, zestawieniami, wnioskami był interesujący i stał się przyczynkiem panelowej dyskusji. Autorka książki „Tożsamość a przestrzeń w warunkach niestabilnych granic. Przypadek byłego województwa elbląskiego” penetruje północne regiony Polski, prowadzi badania problemów na linii człowiek-przestrzeń jego życia. Nowe media, drogi dostępu do kultury poszerzają jej przestrzeń, w obrębie której następują przewartościowania świadomości i tożsamości. Już nie tylko instytucjonalne, kierowane przekazy mają wpływ na postrzeganie przestrzeni kultury, teraz i dom z dostępem do zbiorów bibliotek, filmów, książek, muzyki, muzeów jest szeroką przestrzenią dostępną dla odbiorców indywidualnych dzięki nowym technologiom. Szczególnie ciekawe były zestawienia poszczególnych regionów. Okazuje się, że region słupski dynamicznie poszerza „pole kultury”.

Pytałam o badania grup popegeerowskich, licznych w naszym (słupskim) regionie, o ich „pola kultury”. Niestety, odrębnych badań nie prowadzono.

Wśród panelistów był Krzysztof Wirkus z Fundacji Rozwoju Lokalnego „Parasol” w Bytowie. Posługując się laptopem i indywidualną skrzynką mailową próbował odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy być bytowianinem. Bytowianie nie utożsamiają się z Kaszubami, licznie mają krewnych lub znajomych w Niemczech. Pan Krzysztof Wirkus cytował e- mailowy list swojego znajomego z Niemiec z odpowiedzią na zadane pytanie. Niestety, bez jednoznacznej odpowiedzi, ale z sentymentem dla miasteczka. Wśród znajomych pan Krzysztof ma też kresowian. Dlatego nie padła jednoznaczna odpowiedź o tożsamość bytowian budowaną z elementów wielu kultur.

Do podobnych wniosków w swojej wypowiedzi prowadziła pani Gabryela Włodarska z Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. Społeczność klucka jest zróżnicowana etnicznie: wielu rdzennych mieszkańców wsi wyjechało dopiero w latach siedemdziesiątych. Tuż po wojnie wieś zasiedlono przybyszami z Kresów, osiedliło się tu wielu, których określano Ukraińcami. Konflikty były nieuniknione. Dopiero indywidualne kontakty w drugim pokoleniu, małżeństwa i powinowactwa są podstawą budowania lokalnej wspólnotowej społeczności.

Przyszła kolej na moje wystąpienie. Przyjechałam z materiałami pomocniczymi: stare zdjęcia, dokumenty repatriantów, lipowe łapcie z Polesia, tkane przez babcię z Plebańców wełniane narzuty, lniane prześcieradła i ręczniki. Organizatorzy urządzili z nich wystawkę, która cieszyła się zainteresowaniem. Dokumentacja fotograficzna dostępna jest na profilu fb KUL-u.

Miałam przygotowany konspekt wystąpienia, podszyty, co prawda, strachem. Co powiedzieć wśród utytułowanych naukowo gości? Wszystko się zmieniło, mój porządek zburzyło wystąpienie dra Tomasza Marcysiaka o Kosznajderii. Postanowiłam nawiązać do tego wątku, ale zaczęłam od wiersza „Osadnicy”:

Spadli w tę ziemię z pyłem wojennym

nadzy, wyrwani z miejsc ukochanych

na kresach

odziani aktem nadania spisem inwentarza

w którym stół i krzesła obcym zapachem

świadczyły o prawie niewłasności.

On w wytartym mundurze ona w kusej sukience

z posagiem rozstań ran win niezawinionych

składali szczęście z cichych rozmów

niepewności walizek gotowych do drogi

rąk po zmierzch zanurzonych w ziemi

Szumem pasieki i ciepłem chleba obłaskawiali

miejsce dla ptaków z siebie zrodzonych.

Potem kilka zdań o drogach, które przywiodły osadników do Objazdy i o tym, jak zacierali ślady niemieckie, by oswoić przestrzeń, o zacieraniu dosłownym niemieckiego tekstu na pomniku - ławie wotywnej, niszczeniu starych grobów i o roli przybyłego do wsi Kosznajdra, czyli renowacji ocalałej mimo wszystko ławy wotywnej, symbolu wspólnego z dawnymi mieszkańcami dziedzictwa, które trzeba przyjąć, by budować rzeczywistą, wspólnotową tożsamość. Na koniec też wiersz „Moja Matka”:

Jak ręcznik ofiarny

Za pamięć Antoli, Frani, Ludwisia

Rozciągnięty między czasem tamtym i tym

Rajem dzieciństwa a obcą ziemia obiecaną,

Szuka ciągle miejsca dla swych wspomnień.

 

Buduje ze słów śpiewnie ulotnych

Imion niemodnych, zdrobnień domowych,

Skrawków odległych zdarzeń i strzępów pieśni

Dom dla swych myśli i tęsknot na długie noce bezsenne.

Wplata pracowicie w dzisiejszy krajobraz

Fragmenty dawnej ojczyzny spod Pińska  

Były pytania o autora wierszy i dokumenty z wystawy. Prawdę powiedziawszy, czułam się jak na egzaminie.

W drugiej części, po przerwie kawowej, odbywały się zajęcia warsztatowe: „Budowanie tożsamości – budowanie wspólnoty. Warsztaty dobrych praktyk w zakresie animacji kultury”. Zapisałam się na spotkanie z panem Pawłem Żmudą z GOK w Główczycach, inicjatorem powstania publikacji „Przesiedlona młodość”. Pisałam niegdyś recenzję z tej publikacji. Przypomnę tylko podstawowe informacje: Wydawcą książki jest Gminny Ośrodek Kultury w Główczycach, realizacja publikacji odbyła się formule projektu „Seniorzy w akcji” sfinansowanego ze środków Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”. Współrealizatorką projektu była seniorka Teresa Janusewicz, która wraz z Pawłem Żmudą oraz Tomaszem Niklasem zbierała wspomnienia. Dziewiętnaście relacji mieszkańców gminy Główczyce tworzy barwną i wielowątkową historię ludzi, miejsc, zdarzeń i czasu przedwojnia, II wojny światowej, a przede wszystkim powojennych dramatów, rozczarowań i nadziei.

Publikacja zyskała ogromne zainteresowanie. Wyszła niedawno druga edycja wspomnień, a Paweł Żmuda pracuje nad trzecią. Do projektu włączono młodzież i studentów. Jedynym zmartwieniem autorów pomysłu jest zbyt późna jego realizacja. Wielu seniorów pamiętających tamten czas z racji wieku odchodzi.

W dyskusji pojawiły się pytania o sposoby finansowania, metody pracy nad zebranymi relacjami, ich wartość dla budowania wspólnoty. Ta część szczególnie mnie interesowała. Utwierdziła mnie, że mój wysiłek i starania o wydanie książki „Jeśli będziemy jak kamienie. Reportaże z Objazdy i okolic” jest potrzebny i ważny, i że oczekiwania mieszkańców mojej okolicy mają uzasadnienie. Żałowałam tylko, że na wyjazd do Czarnej Dąbrówki nie udało mi się namówić nikogo z Centrum Kultury Gminy Ustka.

Obok trwała realizacja alternatywnego warsztatu prowadzonego przez panią Iwonę Woźniewską, współautorkę projektu „New School” z Gdańska – Nowego Portu. Autorzy proponowali zagospodarować przestrzeń szkoły kulturą uliczną, która ma swoje silne uwarunkowania środowiskowe w dzielnicy Nowy Port. Street art będący w opozycji do szkoły fascynował młodzież. Autorzy projektu postanowili wnieść na lekcje elementy kultury ulicy, takie jak: moda, street dance, graffiti jako propozycję dla młodzieży 14-19 lat, by zmienić opozycję w koalicję szkoła – ja. Warsztaty odbywały się równolegle, nie uczestniczyłam w nich, ale to, co przeczytałam o projekcie „New School” wydaje mi się interesujące.

Rozmowy trwałyby z pewnością długo, przeniosły się na czas kolacji przygotowanej przez Koło Gospodyń Wiejskich z Czarnej Dąbrówki. Potrawy były wyśmienite.

Zbliżała się 19:00, zapowiadany koncert Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego. „Orkiestra to przede wszystkim młodzi ludzie wychowani na Pograniczu – mowa tu zarówno o pograniczu geograficznym, jak i tym kulturowym. Muzyki uczą się nie w szkole, ale na co dzień w zespole prowadzonym przez Wojciecha Szroedera; próby mają w dawnej jesziwie a koncerty w odremontowanej synagodze. W ich muzyce słychać wpływ tradycji, ale przede wszystkim fantastyczną energię i witalność.” [ii]- informuje strona internetowa Suwalskiego Ośrodka Kultury. Młodzież i dzieci, i ich nauczyciel i opiekun, Wojciech Szroeder porwali słuchaczy rytmem, brawurową grą na instrumentach, sceniczna dyscypliną. Wyjątkowy, niezapomniany, zachwycający koncert.

Wciąż jestem pod wrażeniem sprawności organizacyjnej, niezwykłej, serdecznej atmosfery całego spotkania, dyskrecji i profesjonalizmu osób obsługujących wydarzenie. Dyrektor GCKiB w Czarnej Dąbrówce pan Dariusz Narloch twierdzi, że nie mógłby wymarzyć piękniejszego podsumowania obchodów 40 - lecia ośrodka kultury w Czarnej Dąbrówce, tym bardziej, że pan Wojciech Szroeder wraz z żoną Bożeną (p. Bożena pełniła funkcję Dyrektora GOK w Czarnej Dąbrówce) w końcu lat 80. właściwie decydowali o miejscowej kulturze. To za ich czasów Czarna Dąbrówka była przysłowiową stolicą kultury alternatywnej w Polsce.

Stwierdzę zatem krótko: spotkanie w Czarnej Dąbrówce dla wielu osób było prawdziwą niespodzianką.



[i] https://socjobloger.wordpress.com/2017/02/07/kosznajderia-czyli-polska-ameryka/

[ii] http://soksuwalki.eu/na-styku-kultur-orkiestra-klezmerska-teatru-sejnenskiego/


[i] http://www.teremiski.edu.pl/images/Teksty/tradycja%20ul.pdf

[ii] https://bunt.com.pl/buntmlodychduchem/1671/Niedzielny-Uniwersytet-Ludowy-cz-VI-

[iii] www. http://kul.org.pl/( Fragment pracy magisterskiej Katarzyny Żakowskiej)